wtorek, 9 kwietnia 2013

2nd day of oil pulling method czyli ssanie oleju rozpoczęte



Oil pulling method czyli metoda ssania oleju.
Dowiedziałam się o tej metodzie jakiś czas temu, ale nie zagłębiałam się w nią. Pomyślałam tylko, że to... obrzydliwe. 

Parę dni temu przypadkiem znów  natknęłam się na  informację o niej i zaczęłam przeszukiwać internet  w poszukiwaniu czegoś więcej.
W końcu podjęłam decyzję. Co mi szkodzi? Przynajmniej spróbuję.
Zamówiłam olej kokosowy, który  jeżeli nie do ssania to wykorzystam np. jako balsam do ciała, więc się nie zmarnuje.

 

Olej kokosowy jeszcze do mnie nie dotarł, ale ja już tak się napaliłam, że wczoraj rano użyłam oleju ryżowego (bo taki akurat miałam).  
Pierwszy raz był okropny. Miałam odruchy wymiotne. Wytrzymałam tylko 4-5 minut i powiedziałam sobie:  „już nigdy więcej”. Jednak potem w ciągu dnia zauważyłam (przeciągając językiem po zębach), że moje zęby są gładsze. Nie wiedziałam czy to przypadek ale postanowiłam spróbować jeszcze raz.



Dzisiaj był drugi raz i było o niebo lepiej.
Nie miałam już odruchów wymiotnych. Szczerze mówiąc  to wzięcie oleju do buzi w ogóle nie zrobiło już na mnie żadnego większego wrażenia (może wczoraj miałam zły dzień).
Ssałam olej przez prawie 10 min. W sumie to najgorsze było to, że w tym czasie nie mogłam rozmawiać, czego nie mogła przeboleć moja córeczka.
Teraz z niecierpliwością czekam na olej kokosowy, który podobno jest inny w smaku i całkiem przyjemny do tej metody.
Zobaczymy czy i jak długo wytrwam.

czwartek, 21 marca 2013

Anonimowy blog??



Czy możliwe jest aby pozostać w sieci anonimowym?
Nie chodzi mi tutaj o anonimowe szeroko pojęte „łamanie prawa”. 
Wiem, że służby mundurowe bez problemu (lub ewentualnie z małym problemem) mogą namierzyć delikwenta siejącego spustoszenie w sieci.
Ja mam na myśli coś innego. 
Powodem dla którego stworzyłam  tego bloga była chęć posiadania swojego miejsca. Miejsca w którym będę mogła wyrazić to co naprawdę czuję i myślę.
Miał to być taki mój pamiętnik.
Postanowiłam, że nikomu nie powiem o jego istnieniu. Ani rodzinie, ani znajomym. Bo tylko wtedy będę mogła pozostać tu całkowicie sobą.
Teraz jednak zastanawiam się czy to jest możliwe.
W ciągu ostatnich dni przygotowałam  kilka postów w wersji roboczej i postanowiłam jednak ich nie publikować. Były to posty o teściowej, pracy lub moim małżeństwie.
Powstrzymała mnie myśl, że mimo nie ujawniania swoich danych, osoba która mnie zna niemiałaby najmniejszego problemu  z połączeniem tego bloga ze mną.
Jednak jeżeli mam tu cedzić słowa i zastanawiać się co pisać mogę a czego nie wypada, to prowadzenie tego bloga mija się z celem.
Dlatego zobaczę … chyba zaryzykuję.

piątek, 15 marca 2013

w marcu jak w garncu czyli zawieje i zamiecie


 Aż trudno uwierzyć, że jeszcze parę dni temu była piękna słoneczna pogoda.
Dobrze, że nie pochowałam jeszcze zimowych butów i kurtek.

 Zima wróciła !!!

 


 

 Do pracy chodzę piechotą (idę ok 5 min) i dzisiaj patrząc jak ludzie męczyli się żeby wyjechać z osiedla szczególnie cieszyłam się że mnie ten problem nie dotyczy.




Ale jest ktoś kto był zachwycony dzisiejszą pogodą.




           
Ja jednak z wielką radością pożegnałabym już zimę.
Jestem strasznym zmarzluchem i z niecierpliwością czekam na wiosnę.
 


O mnie



Nazywam się Gosia. Niedawno skończyłam 30 lat.
Mam dwuletnią córeczkę, męża i psa.
Od 2008r. jestem urzędnikiem samorządowym.
5 miesięcy temu postawiłam (nie pierwszy raz zresztą) wszystko ja jedną kartę i przeprowadziłam się z jednego miasta wojewódzkiego do drugiego.
W pracy udało mi się zorganizować przeniesienie ale moja rodzina i znajomi  zostali 250 km  za mną. No może nie do końca, mam tu teściów i rodzeństwo męża.
Dlaczego się przeprowadziłam?
Żeby ratować  moje małżeństwo.
Czy było warto?
Nie wiem,  ostatnio szczerze w to wątpię.
Jako, że zaczynam popadać w coraz bardziej melancholijne nastroje (a zawsze byłam postrzegana jako osoba pozytywnie zakręcona) pomyślałam, że rozwiązaniem może będzie blog.
Opieka nad córką blokuje moje życie towarzyskie, więc może blog  w jakiś sposób mi to wynagrodzi.